Łatwo jest zabujać się po uszy w pierwszym lepszym Ferrari, sporo trudniej w Zaporożcu. Tak samo jak nie sztuką jest podziwiać urodę Claudii Schiffer. Sztuką jest dostrzec zalety u Quasimodo. Każdy, nawet najgorszy samochód może sprawić przyjemność. Niepowtarzalną. Innego rodzaju.
Podobno nasz zmysł smaku wpada w prawdziwą orgię przy jedzeniu masła orzechowego. Bo jest słodkie i słone zarazem. Samochody też zapewniają odmienne smaki. Największą frajdę sprawia próbowanie kompletnie przeciwnych smaków, najlepiej bezpośrednio po sobie. Wówczas łatwiej dostrzec różnice między autami. A to pomaga docenić to, co w nich najlepsze. Magiczną hydropneumatykę Citroena w cudowny sposób pochłaniającą drobne wibracje z połatanej drogi. Albo zadziwiającą, chirurgiczną precyzję prowadzenia stareńkiego, w pełni sprawnego BMW serii 5 (E28). Albo neutralność przy dużej prędkości na zakręcie, którą wynagradza mnie oryginalny Polonez 1500 z 1982 roku, za idealne dobranie toru jazdy i uchylenia przepustnicy.
Te wszystkie samochody potrafią u mnie wywoływać “efekt banana” na gębie, choć to są inne rodzaje przyjemności. Citroen jest znakomitym towarzyszem podróży międzygwiezdnych. ;) Rzetelnym, lojalnym, nie męczącym, niepostrzeżenie połykającym setki kilometrów, izolującym mnie od niedoskonałości drogi i złego świata jak cudowna kapsuła, kojąca nerwy i obniżająca ciśnienie. Pod warunkiem, że nie dykutuje mu się kosmicznego tempa. Ten samochód jest jak kot. Gdy jesteś zmęczony, przyjdzie cichutko, wskoczy na kolana, zamruczy, ugrzeje, uprzejmie poliże po ręku. Ale jak się znienacka poderwiesz, to ucieknie obrażony.
Stare BMW serii 5 jest wspaniałym zawodnikiem do aktywnej jazdy. Zadziwiająco niewiele odstaje od współczesnych aut. Jak na zabytek sprzed ćwierć wieku jeździ wręcz… zbyt dobrze. Wiele umie, wiele wybacza, natychmiast i dokładnie odpowiada na wszystkie polecenia. Ale rozkwita dopiero w rękach kierowcy, który potrafi za nim nadążyć. Niedoświadczonemu i jednocześnie nieumiarkowanemu w dociskaniu gazu, odgryzie ręce, potem nogi, a potem może i coś więcej… Żeby czerpać z niego radość musisz być wypoczęty, skoncentrowany, zwarty i gotowy do zabawy. Zupełnie jakbyś wyprowadzał na spacer do lasu rasowego, długonogiego charta. Jeśli nie będziesz mieć u niego wystarczającego autorytetu, to Ci zwieje dając do zrozumienia:

- “I tak mnie nie dogonisz!”

Polonez “Borewicz” przypomina trudne dziecko, nieznośne i kochane zarazem. W porównaniu do dzisiejszych samochodów jest gderliwy i niemiłosiernie siermiężny w obyciu. Uwielbiam go za to, że bez owijania w bawełnę recenzuje moją jazdę. Gdy współczesnym samochodem zaatakujesz zakręt za szybko i do tego koślawym torem, to najczęściej poczujesz lekką podsterowność i… nic więcej. Jakby wóz komentował uprzejmie:

- “Nooo, jako-tako Ci to wyszło, ale następnym razem zrób to lepiej”.

Polonez w tym samym miejscu wystraszyłby Cię potężną PODsterownością i monumentalnym wzrostem siły potrzebnej do skrętu kierownicą. A jak miałbyś pecha, to śmiertelnie zaskoczyłby nagłą zmianą sterowności w NAD-, pośrodku łuku. Zupełnie jakby nagle wrzasnął Ci do ucha:

- “K***a, co to było??? A masz po łapach, a masz!!”

Tym większą satysfakcję sprawia zrzędliwy dziadunio z FSO, gdy idzie za kierownicą posłusznie i szybko, bez obrzucania mnie mięsem. Czasem wpędzając w kompleksy “wozaków” w nowoczesnych autach, ale takich atakujących za szybko i po koślawym torze. ;)

Kilkanaście lat temu to biały Fiat 126p, który chcąc nie chcąc był moim pierwszym “Gran Turismo”, odkrył przede mną Przełęcz Salmpolską. Pierwszy raz przyprawił mnie o wypieki na gębie, gdy przy zawrotnej prędkości 70 km/h z lekką nadsterownością wchodził w kolejne zakręty “królowej świrów motoryzacyjnych”, czyli malowniczo pokręconej drogi Czaplinek – Połczyn Zdrój.

Naucz się nie sprowadzać przyjemności z prowadzenia samochodu do suchego wyniku. Do czasu przejazdu odcinka z A do B. Do ilości wyprzedzonych, “pokonanych przeciwników”. Do liczby sekund potrzebnych do osiągnięcia setki. Do tabunów koni pod maską. Niech szklanka będzie w połowie pełna. Wtedy zobaczysz, że można czerpać przyjemność z samej, czystej jazdy.

Niezależnie od tego czym jedziesz.